Magdalena Ujma
EDYTORIAL: CIEMNA PRZYSZŁOŚĆ

PDF

Żyjemy w czasie, kiedy tendencje antyracjonalne wybijają się na pierwszy plan i stają się ważniejsze od ustaleń naukowych. Mamy do czynienia z rosnącym w siłę ruchem antyszczepionkowym, z wyznawcami poglądu, że ziemia jest płaska, oraz z wiarą w nieistnienie kryzysu klimatycznego. Do łask wracają medycyna naturalna, chiromancja i tarot. Zawsze obecne, ale teraz silniej, w sposób bardziej oficjalny. W życiu publicznym królują teorie spiskowe. W ich przypadku ludzkość dzieli się na dwie grupy: jedna w nie wierzy, a druga używa ich rozmyślnie jako techniki zarządzania społeczeństwem. Żyjemy w epoce fejkniusów, które stały się naszym chlebem powszednim. W warunkach tak znacznego rozchwiania pojęcia prawdy ta racja wygrywa, którą reprezentuje silniejszy, bardziej bezwzględny gracz. Wygrywają ci, którzy ustalają warunki dyskursu. Zwycięzcą jest także rynek, bo nie ginie, lecz jedynie się przekształca stosownie do trendów.

Tomasz Sawczuk przypomniał niedawno, że praktyka naukowa sama w sobie jest tradycją kulturową. Stąd wyjaśnienie, dlaczego ludzie nie ufają osiągnięciom badaczy: „Narodziny nowoczesnej nauki powodują wykształcenie się kultury eksperckiej, która wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej złożona i trudno dostępna, rozchodząc się z potocznym, codziennym doświadczeniem. A zatem chociaż naukowcy lubią mówić, że w nauce obowiązuje dyktatura prawdy, a nie demokracja – w praktyce nauka musi sobie znaleźć miejsce w demokracji”1. Racjonalność pozostaje w tym układzie kwestią wyboru.

Irracjonalność stale nawiedza pole sztuk wizualnych, dawniej jednak związana była z postawami ekscentryków i outsiderów, z osobami, które świadomie poszukiwały własnych ścieżek obok głównego nurtu działań artystycznych. Nawet w latach 60., gdy w sztuce panował konceptualizm, ściśle powiązany z nauką, ze strukturalizmem, z filozofią i logiką, zawsze istniały prądy przeciwne. W czasach konceptualizmu gwałtownie ujawniła swoją siłę kontrkultura i rewolta młodzieżowa. Działały teatry offowe, które poszukiwały źródeł kultury w powrocie do ziemi, ciała i rytuału. Subkultura hipisów ogarnęła cały świat, a oddana była poszukiwaniu zbawienia tu, w muzyce i chemicznej nirwanie. Na Zachodzie umacniały się wpływy Wschodu, skąd przybywali kolejni guru, umacniając globalną pozycję medytacji i jogi. Artyści, tacy jak John Cage, Barnett Newman czy Mark Rothko, tworzyli pod wpływem medytacji, zen i kabały.

To, co irracjonalne, pozarozumowe i nakierowane na ducha, cyklicznie powraca w kulturze Zachodu. Na przykład w Polsce od kilkunastu lat jest mowa o powrocie do surrealizmu. Jakub Banasiak ukuł nawet dla tego zwrotu nośną formułę: są to „zmęczeni rzeczywistością”2. Słowa te miały oznaczać wyjście poza jałowe powroty do starych, dobrych stylów nowoczesności, ku czemuś więcej. „Zmęczeni” mieli być: antycypujący ten nurt Piotr Janas i debiutujący wtedy malarze, między którymi znaleźli się: Jakub Julian Ziółkowski, Tomasz Kowalski, Paweł Śliwiński i Tymek Borowski. Przywołanie surrealizmu było jednak tylko jedną z wielu zapowiedzi nadchodzącego nowego zjawiska. Sygnalizowało bowiem, że odwraca się nasz paradygmat kulturowy, że mamy do czynienia z kolejnym przypływem tego, co w naszym dziedzictwie zagospodarował romantyzm, symbolizm, a wcześniej rozmaite manieryzmy. Że to nie tylko gra w powidoki i żonglerka cytatami, lecz że idzie tutaj o coś więcej. Że forma abstrakcji biologicznej, groteski i deformacji sygnalizuje moment ważny nie tylko z powodu przesytu poprzednimi wcieleniami sztuki. O tym momencie, krytycy gorzko pisali, że to sztuka „ciepłej wody w kranie”, idealna na wschodzący polski rynek sztuki. Inni autorzy rozwodzili się w tym czasie nad „zombie formalizmem”3.

Powroty modernistycznych stylistyk wzięły się także z autentycznej potrzeby wynikającej z braku poczucia przewidywalności świata. W sytuacji, gdy nie sposób powiedzieć, jakie będzie jutro, gdy atakują nas upiory przyszłości, gdy wojna i kryzysy szaleją na naszym podwórku, a dotychczasowemu światu kończy się już przydatność do użycia – jedyną ostoją niezmienności zdaje się czas przeszły. Choć i to przekonanie opiera się – rzecz jasna – na ułudzie. Dlatego też takie czasy jak nasze owocują manieryzmami. Tym tematem zajmował się Rafał Księżyk, który w swojej książce wspominał, że właśnie w czasach kulturowego chaosu narasta zjawisko estetyzacji. Analizował je na przykładzie europejskich stylów manierystycznych, dekadencji, dandyzmu i hipsteryzmu. W ślad za uwagami, jakie Charles Baudelaire zawarł w Malarzu życia nowoczesnego, uznał dandyzm za „dziwny spirytualizm”, pojawiający się w epokach przejściowych, kiedy arystokracja pozostaje „chwiejna i upodlona”4. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak tworzyć nową arystokrację – arystokrację ducha. Odniesienie do warstwy wyższej oznacza tutaj odniesienie do świata dawnych wartości, stałych, niezmiennych i nienaruszalnych. Tyle że dandyzm, czyli styl życia spełniający się w przestrzeganiu ustalonych przez samego jego wyznawcę reguł ubioru, wypowiadania się i ogłady towarzyskiej, ma zastosowanie po to, by zakryć pustkę wnętrza.

Przynajmniej część korzeni awangardy wzięła się z ezoterycznego podglebia. Awangarda rodziła się wszak w epoce gwałtownej industrializacji, niespotykanej wcześniej na taką skalę zmiany cywilizacyjnej na przełomie XVIII i XIX wieku, rewolucji w stylu życia i pracy oraz związanych z nimi nowych, kapitalistycznych form wyzysku. Wcale nie powstała wyłącznie jako dyscyplina korespondująca z naukami. Hilma af Klint, malująca swoje wizje pod wpływem seansów spirytystycznych i przechowująca je dla przyszłych pokoleń, tworzyła je na samym początku XX wieku; podobnie zwolennik symbolizmu i wczesny abstrakcjonista Mikalojus Konstantinas Čiurlionis. Inni pionierzy abstrakcji także wywodzili ją z poszukiwań duchowych, oparty zaś na nauce projektowania Bauhaus wiele inspiracji zaczerpnął z ezoterycznych źródeł niemieckich ruchów Lebensreform. Ruchy te zakładały stworzenie nowego środowiska dla człowieka, który korzystałby z dobrych stron cywilizacji, mając na uwadze harmonijny, duchowo-cielesny rozwój5.

Dzisiaj żyjemy w czasach równie pełnych nieoczekiwanych zdarzeń jak w czasach gwałtownej industrializacji. Żyjemy ponadto w epoce degradacji natury, w epoce wielkiego wymierania gatunków, co otwiera wyłącznie pesymistyczne scenariusze dalszego rozwoju wypadków. Z drugiej strony nie chcemy uwierzyć w całkowity brak nadziei. To szamotanie się między pewnością końca świata, jaki znamy, a nikłą nadzieją na inne rozwiązanie przybiera różnorodne formy w sztuce. Stąd właśnie biorą się formy hybrydyczne, łączone. Nacisk kładziony jest na zacieranie granic między sztuką a życiem, zdecydowanie na korzyść tego ostatniego. Tak więc artyści dzisiaj wywołują duchy (Marta Deskur), poddają się hipnozie (Przemek Branas) i zakładają własne kościoły (Kościół Nihilistów). Performans staje się sztuką burleski (Paulina Ołowska), rzeźbiarki tworzą biżuterię (Małgorzata Markiewicz), a malarki malują koty-wampiry (Aleksandra Waliszewska). Panuje atmosfera, którą można określić hasłem „zabawić się do upadłego”. Można odnieść ją do atmosfery czasów przed nadejściem kataklizmu: Paryża przed wielkim kryzysem czy Berlina przed II wojną światową. Wiemy, że coś nadejdzie, ale nie mamy pewności, czy nowy początek nie będzie tożsamy z naszym końcem.

W drugim numerze „Elementów” staramy się prześledzić, jakie formy przyjmuje i jakie zmiany zapowiada rosnące zainteresowanie ezoteryką w sztuce i dyscyplinach z nią sąsiadujących. W spisie treści zobaczyć można spory rozrzut tematyczny. Nasz temat ujęliśmy w słowach „Ciemne karty”, zapożyczając ten tytuł z pracy katowickiej grupy Oneiron. Naszym zdaniem tytuł ten doskonale streszcza to, o czym chcemy opowiedzieć: skrywają się w tym i pesymizm dotyczący przyszłości, i odniesienie do czasów minionych, a także symbolizowana przez czerń głębia, jak również symbolika samych kart, czyli zdania się na wyrocznię, poszukiwanie odpowiedzi na dręczące nas pytania we wróżbach, a w efekcie – zdanie się na przypadek. Lecz czym on jest?

Interesuje nas przede wszystkim, jak były i są kształtowane związki między sztuką abstrakcji geometrycznej a sferą duchowości. O tym właśnie opowiada w swoim tekście Agata Małodobry. Współcześnie działające w Polsce środowisko artystyczne tworzące pod wpływem powracających i zaktualizowanych idei (post)romantycznych to temat eseju Marty Kudelskiej. Gnostyczne wątki we wczesnej twórczości ważnego przedstawiciela polskiej późnej awangardy, jakim jest Zbigniew Libera, bada Wiktoria Kozioł. Mamy poza tym okazję zapoznać się z fragmentami eseju Mateusza Kuli, w którym autor analizuje źródła państwowej ideologii dzisiejszej Rosji, co zyskuje w obliczu rozpętanej przez nią wojny z Ukrainą nową wymowę. Pojawiają się także analizy okultystycznych wątków w czeskich i rumuńskich środowiskach artystycznych tuż przed II wojną światową oraz zaraz po niej autorstwa Jakuba Kornhausera. W spektrum zainteresowań Mai Dobiasz-Krysiak znalazła się problematyka kształcenia alternatywnego w stosunku do tradycyjnej szkoły – model szkoły waldorfskiej. Środowisko steinerowskie w Polsce z końca XIX i początku XX wieku przedstawia Zofia Krasnopolska-Wesner. Na wątkach ezoterycznych z czasów Rosji październikowej koncentruje się Veronika Hapchenko. Pojawiają się jeszcze analizy związane z działalnością pojedynczych artystów, których dzieło powstałe w niedawnej przeszłości stanowi istotny wkład w sztukę związaną z treściami ezoterycznymi. Twórczość Marii Anto przedstawia Aleksandra Grzemska, a Zbigniewa Makowskiego – Agnieszka Kuczyńska. Z działającym współcześnie artystą Aladinem Borioli o roli i symbolice pszczół rozmawia z kolei Agata Szymanek. W numerze pojawia się prezentacja wspomnianych już Czarnych Kart, które zostały utworzone przez artystów niezwykle istotnych dla duchowych i ezoterycznych poszukiwań w Polsce: grupę Oneiron. W tej edycji „Elementów” znalazła się również bogata część wizualna, opracowana przez Michała Bratko, Darię Malicką, Jana Eustachego Wolskiego i Jakuba Woynarowskiego. Wizualno-tekstowy esej tego ostatniego stanowi rozprawę na temat symboliki geometrii i jej związku z wyrażaniem Tajemnicy poprzez sztukę współczesną i jej wehikuł – biały sześcian galerii.

W numerze drugim „Elementów” znalazła się także prezentacja twórcy, którego działalność daleko wykracza poza obrany przez nas temat. Rafał Jakubowicz, co prawda, zajmuje się w swojej twórczości zagadnieniami współczesnej Kabały, lecz rozmowa, jaką przeprowadziła z nim Magdalena Ujma, dotyczy raczej splotu biografii z działalnością na styku sztuki, pedagogiki i działań społecznych. Bogata biografia Jakubowicza, ciężar intelektualny jego dokonań, jak również ich konsekwencja i godna podziwu krytyczna autorefleksja, jaką artysta otacza swoje działania, wciąż nie doczekały się pełnej analizy. Dlatego z dumą prezentujemy tę rozmowę, zapowiadając tym samym cykl prezentacji ważnych osobowości artystycznych, jaki rozpoczynamy w naszym piśmie.


Przypisy
1. T. Sawczuk, Pęknięta głowa Kartezjusza, „Kultura Liberalna” 2022, nr 15, kulturaliberalna.pl/2022/04/18/sawczuk-peknieta-glowa-kartezjusza [dostęp: 18.04.2022].
2. Zob. J. Banasiak, Zmęczeni rzeczywistością, Warszawa 2009.
3. Zob. np. dyskusje towarzyszące wystawie Czysta formalność w Galerii Labirynt w Lublinie, 24.06–9.08.2015, kurator M. Krasny.
4. R. Księżyk, Wywracanie kultury. O dandysach, hipsterach i mutantach, Wołowiec 2018, s. 39.
5. M. Leyko, Oskar Schlemmer: projekt „nowy człowiek”, „Sztuka i Dokumentacja” 2020, nr 4, s. 11–20.

Magdalena Ujma

Historyczka i krytyczka sztuki, kuratorka wystaw i projektów z zakresu sztuki współczesnej. Ukończyła studia z historii sztuki (KUL) i zarządzania kulturą (Ecole de Commerce, Dijon). Prowadziła Galerię NN w Lublinie, pracowała w redakcji kwartalnika literackiego „Kresy”, w Muzeum Sztuki w Łodzi i w Galerii Bunkier Sztuki w Krakowie. Obecnie sprawuje opiekę nad kolekcją w Ośrodku Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora „Cricoteka” w Krakowie. Jest prezeską Sekcji Polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA.
ORCID