CALL FOR PAPERS

Pierre d’Alancaisez
ART SCHOOL HOTEL CALIFORNIA

PDF DOI Abstrakt ↓

Druga szansa

Mój czterdziestokilkuletni przyjaciel Daniel uznał, że nadszedł czas na dokonanie pewnych zmian dotyczących sytuacji zawodowej. Dostrzegając pierwsze oznaki wypalenia zawodowego, podjął decyzję o powrocie na uczelnię, co nie jest w gruncie rzeczy niczym niezwykłym w erze pracy w wielu zawodach i chwytania wielu srok za ogon. Daniel studiuje teraz psychoterapię. Następne kilkadziesiąt lat spędzi, zajmując się emocjonalnymi i intelektualnymi rozterkami innych ludzi i wprost nie może się tego doczekać.

Obserwowanie Daniela, który wykorzystuję tę okazję, by pomimo dojrzałego wieku w pewnym sensie zacząć wszystko od nowa i podjąć próbę czerpania satysfakcji z pracy, która odpowiada jego zainteresowaniom, było w pewnym sensie ujmujące. Poznawanie tajników terapii skupionej na potrzebach drugiej osoby, które w tak dużym stopniu opiera się na idei dążenia do samorealizacji, pozwalało niemal zapomnieć o powodach, które skłoniły mężczyznę do poszukiwania nowej pracy i nowego celu w życiu – zaniku poczucia stabilności zatrudnienia oraz niepewności w dotychczasowej pracy.

Znacznie mniej ujmujące było obserwowanie przebiegu kształcenia Daniela oraz kiełkującej świadomości dotyczącej realiów wybranego zawodu. Studiując zaocznie przez trzy lata, mężczyzna zrozumiał, że jego wyobrażenia na temat teorii terapeutycznej, oparte na pobieżnej lekturze fragmentów prac Carla Rogersa i jednych odwiedzinach w Muzeum Freuda, mają tak naprawdę niewiele wspólnego z rzeczywistością. Realia są nieubłagane – praca psychoterapeuty podlega tym samym mechanizmom rynkowym i dotyczą jej te same napięcia. Choć świat Zachodu pogrąża się w kryzysie zdrowia psychicznego, a popyt na psychoterapię rośnie, publiczne instytucje ochrony zdrowia nie przeznaczają na nią niemal żadnych środków. W efekcie pomoc potrzebującym umysłom będzie wymagała ciągłej walki z instytucjami i bankami. Brak równowagi między popytem i podażą był widoczny nawet na etapie edukacji. Organizacja oferowanych staży pozostawiała sporo do życzenia, a zakres poruszanych podczas nich zagadnień w niewielkim stopniu odzwierciedlał pracę zawodowego terapeuty.

Wszystkie te problemy stanowią jednak elementarne wyzwania, którym stawić czoła musi każdy rozpoczynający działaność w tej branży. Największym wyzwaniem czekającym Daniela miała okazać się praktyka. Rzeczywistość naprawiania pokiereszowanych dusz za zamkniętymi drzwiami gabinetów terapeutycznych często dalece odbiega od prostych schematów przedstawianych w podręcznikach. Teorie i techniki, które tak pilnie pochłania Daniel, często zawiodą w obliczu rzeczywistych problemów. Okrojone do granic możliwości protokoły leczenia pozwalają zaledwie musnąć powierzchnię umysłu. Niektórzy pacjenci, których Daniel spotka na swojej drodze, będą pogrążeni w tak poważnym cierpieniu, że psychoterapia nie będzie w stanie złagodzić odczuwanego przez nich bólu spowodowanego na przykład ubóstwem lub przepełnionymi przemocą relacjami osobistymi. Prowadzenie terapii w okolicznościach przedstawianych studentom jako właściwe bywa czasami szkodliwe dla pacjenta. Przyszłym terapeutom, w tym mojemu przyjacielowi, ciągle powtarza się, by zostawili swój instynkt opiekuńczy za drzwiami, ponieważ może im przeszkadzać w prowadzeniu skutecznej terapii. Tym sposobem nawet podczas symulowanych spotkań terapeutycznych na uczelni sama terapia nie spełnia swojej funkcji.

Dzięki doświadczeniu życiowemu i przeżytym dekadom Daniel jest w stanie zrozumieć i przepracować wszystkie te problemy w czasie edukacji. Nie powinno jednak dziwić, że dla zewnętrznego obserwatora, a nawet dla wielu młodszych studentów, studia mogą wyglądać jak zupełny przekręt. Zwłaszcza gdy po wykładach pełnych wzniosłych idei, których zrozumienie sprawia większości osiemnastolatków spory problem, następują ćwiczenia, podczas których te same idee nie wytrzymują zderzenia z praktyką. Nawet sesje terapeutyczne, w których muszą brać udział studenci, są realizowane po łebkach i w najmniejszym stopniu nie przypominają doświadczeń, o których opowiadają im wykładowcy. Choć przekazywane treści są pełne twierdzeń o idealnej relacji pacjenta i terapeuty, tak naprawdę nigdzie nie można jej doświadczyć w praktyce.

Uczelnia wsłuchuje się w wątpliwości studentów, a następnie tworzy na ich podstawie kolejne materiały edukacyjne. Po pewnym czasie nawet niektórzy wykładowcy otwarcie przyznają, że oni również nie wierzą w to, co robią. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż przyszli terapeuci uświadamiają sobie to wszystko dopiero wtedy, gdy zdążą już wydać wszystkie pieniądze z wziętych na naukę kredytów studenckich. Program nauczania inspiruje, a następnie rozczarowuje studentów, spośród których większość znajdzie słabo płatną dorywczą pracę w niedofinansowanych przychodniach lub zaprzeda duszę platformie betterhelp.com.

Podobnie jak większość studentów Daniel jest zmęczony, ale to go nie zraża. Kieruje się przekonaniem, że będzie w stanie zmieniać życie swoich pacjentów na lepsze i pomagać im tak samo, jak pomógł sobie. Mimo to nie pozostaje ślepy na otaczającą go rzeczywistość i głośno mówi o problemach – tak samo jak wszyscy pozostali studenci na roku i terapeuci pracujący w zawodzie. Choć codzienne godzenie się na kompromisy intelektualne i praktyczne z czasem męczy, każdego profesjonalistę zmusza do pracy wszechobecny System, na który składają się teoria, dobra wola i okoliczności.

Zasadne jest pytanie, czy praktyka psychoterapii klinicznej w formie, w jakiej realizujemy ją współcześnie, jest pozytywnym zjawiskiem. Odpowiedzi na to pytanie nie usłyszymy jednak od wykładowców, których zadaniem jest kształcenie przyszłych adeptów tej dyscypliny i zaszczepianie w nich właściwych idei, dzięki którym każdy absolwent stanie się ambasadorem swojego zawodu. Spytany o to samo psychoterapeuta może wprawdzie przyznać, że praktykowane metody stanowią tak jawne wypaczenie zasad, że po prostu nie mają prawa zadziałać, jednak nawet to nie skłoni go do wyrażenia poparcia dla zamknięcia przychodni lub szkół, które doprowadziły do zaistnienia tej sytuacji. Zamiast tego zwykle będzie apelował o dodatkowe środki, szkolenia i zmianę świata, by ten w nieco większym stopniu przywodził na myśl idealny gabinet psychoterapii znany z prac Carla Rogersa.

Skazana na sukces

Można odnieść wrażenie, że przedstawiona w ten sposób psychoterapia nie ma racji bytu, ale mimo tego jest skazana na sukces. Popyt na usługi terapeutów jest zbyt duży, by było możliwe jego kwestionowanie, a potrzeba czynienia dobra, która motywuje studentów i studentki, jest zbyt ważna, by pozwolić sobie na jej zniszczenie. Prowadzi to jednak do powstawania instytucji, w których rzeczywistość bierze górę nad zasadami, choć wszyscy starają się temu zapobiec. Pojawiają się nowe nurty i reformatorzy, którzy stawiają sobie za cel transformację całej dziedziny i wypracowanie nowych teorii, jednak wkrótce owoce ich pracy okazują się równie podatne na zepsucie. Na przykład pandemia wirusa Covid spowodowała paniczne innowacje w protokołach leczenia online, które nie działają, ale po latach pozostają normą, ponieważ są tańsze.

Przytaczam tę anegdotę jako metaforę, mając nadzieję, że czytelnicy rozpoznają w niej siebie oraz swoje doświadczenia z etapu szkoleń. Ze względu na to, że z dużym prawdopodobieństwem większość z was poznała realia szkół i uczelni artystycznych, mogę mniemać, że będziecie w stanie krytycznie ocenić problemy z edukacją Daniela. Z pewnością pamiętacie tę mieszankę zainteresowania, instynktownej fascynacji i kuszącej obietnicy pracy, która miała pozwolić na zatarcie granic między pasją, zawodem i powołaniem Być może pamiętasz, jak czułeś się podekscytowany, gdy przez szkołę artystyczną przetoczyła się moda na krytykę, taką jak krytyka instytucjonalna z początku XXI wieku lub dekolonizacja instytucjonalna tej dekady. Być może nawet zdajesz sobie sprawę, że najlepszym sposobem na naprawienie krzywd wyrządzonych przez Andreę Fraser1 czy Waltera D. Mignolo2 może być całkowite zamknięcie szkoły artystycznej. Mimo to wciąż wierzysz, że świat potrzebuje więcej artystów.

Podobnie jak Daniel, który chciałby wypełnić miasta terapeutami. Podobnie jak doświadczeni psychoterapeuci, także wy nie zadacie sobie pytania, czy działalność waszych szkół i uczelni, a także tysiące karier, które mogły się dzięki nim rozpocząć, były dla świata czymś faktycznie dobrym. Nawet jeśli zauważacie oczywistość tych porównań i podobieństwa obu sytuacji, możecie uznawać, że sztuka powinna być wyłączona spod prymatu postrzegania jej w kategoriach utylitarnych. Adorno i Horkheimer3 mieli rację w swojej krytyce ekspansji przemysłu kulturowego, ale sztuka jest szczególnym przypadkiem! Ba, niektórzy stwierdzą nawet, że jeśli ktoś nie rozumie bezczelności tego pytania, powinien ukończyć szkołę artystyczną, by zrozumieć. Poza tym, skoro teoria i praktyka świata sztuki to obecnie dwie różne rzeczy, problemem musi być zmieniająca się rzeczywistość. Choć w szkole z historii Daniela dostrzeżecie wspomnianego neoliberalnego potwora, wasze umysły będą chwytać się związanej ze sztuką nadziei, potencjału i zapotrzebowania na piękno we współczesnym świecie. Wszak nie wszyscy możemy uczęszczać na terapię, zatem najlepszym rozwiązaniem dla społeczeństwa są kolejne pokolenia artystów.

Przytaczam tę anegdotę, ponieważ Daniel podjął decyzję o zmianie zawodu po trwającej karierze pracownika artystycznego. Znałem go przez większość tego czasu i wspólnie z nim przeszedłem wiele wzlotów i upadków w świecie sztuki. Dzięki temu rozumiem, dlaczego pomimo skończonych 45 lat Daniel postanowił szukać nowego powołania. Nie pociesza mnie jednak świadomość, że obrany przez niego zawód nie będzie się różnił niczym od dotychczasowego.

Czy zatem chodzi o to, że kryzys wieku średniego jest niczym innym niż okazją do powtórzenia błędów swojej młodości? Jeden z najbardziej ironicznych aspektów historii Daniela dotyczy uczelni, na której kształcił się przeszło dwie dekady temu. W wyniku bankructwa tej niegdyś znakomitej instytucji w jego rodzinnym kraju w Ameryce Południowej wydane dyplomy zostały unieważnione. Nieoczekiwanym skutkiem tych zawirowań było to, że w ten właśnie sposób Daniel mógł skorzystać z państwowego programu kredytów studenckich w Zjednoczonym Królestwie. Pozostaje tylko cieszyć się, że w tej sytuacji nie postawił po raz drugi na uczelnię artystyczną.

Oczywiście nieco ubarwiłem tę historię i zmieniłem imię mojego przyjaciela. Postać Daniela to tak naprawdę połączenie kilku moich znajomych, którzy próbowali odejść ze świata sztuki i porzucić dotychczasowe kariery, ale w rezultacie znaleźli się w podobnej sytuacji. Artysta będący owocem zinstytucjonalizowanego kształcenia artystycznego nie jest w stanie wyzwolić się z okowów wtłaczanej przez nie logiki, zatem zastępuje ją czymś nowym, choć zbliżonym. Może to świadczyć o pewnej czci dla sztuki, jaką szkoła zaszczepia swoim absolwentom. Bardziej prawdopodobne, że jest to wynik paraliżu samozachowawczego.

To, że psychoterapia jest pochodną sztuki, przynajmniej poza USA, nie jest przypadkiem. Obserwowanie nowego zawodu Daniela może wskazywać, że podobne problemy są widoczne także w innych dziedzinach, choć nigdzie nie są tak niszczycielskie jak w przypadku szkół artystycznych. Zwłaszcza że złożoność, sprzeczności i kompromisy związane z łączeniem przełomowych teorii i nieprzystających do realiów praktyk na skalę wręcz przemysłową, które doskonale widać w świecie psychoterapii, stanowią temat tabu w świecie sztuki.

Brak dobrych odpowiedzi

Nie istnieje jakakolwiek dobra odpowiedź na pytanie o to, po co późnoneoliberalnemu społeczeństwu potrzebni są artyści, choć w ciągu ostatnich kilku dekad sektor kształcenia artystycznego zadbał o to, by stale rosnąca armia absolwentów miała szereg określeń i kategorii zaspokajających potrzebę poczucia przynależności. Na fali ruchu Cool Britannia, promowanego między innymi przez brytyjską Partię Pracy po 1997 roku, artyści stali się pracownikami gospodarki kreatywnej. Zdaniem Davida Hesmondhalgha rewolucyjną ideą mającą wypełnić widoczną wówczas próżnię polityczną było szkolenie młodych ludzi do wykonywania nowych kreatywnych i opartych na wiedzy zawodów, takich jak produkcja materiałów filmowych, programowanie czy technologie telekomunikacyjne. Wszystkie te działania były podszyte nadzieją, że podaż talentów przyciągnie przedsiębiorstwa reprezentujące te sektory na Wyspy Brytyjskie4.

Nie istniał żaden oczywisty powód, który uzasadniałby powierzenie uczelniom artystycznym zadania szkolenia twórców oprogramowania. Z opracowań Nicholasa Garnhama dowiadujemy się o działalności lobby uczelni artystycznych, które skutecznie mydliło oczy oficjelom rządu Tony’ego Blaira niepopartymi niczym referencjami i zapewnieniami o swoich kompetencjach, dzięki czemu przejęły one ten sektor edukacji5. Choć brytyjska gospodarka potrzebowała dyrektorów spółek telekomunikacyjnych, na rynek trafiali kolejni artyści konceptualni z dyplomami potwierdzającymi posiadanie niepraktycznych, lecz zbywalnych umiejętności. W erze bezmyślnej przedsiębiorczości, której przyświecało hasło dyplom MFA (ang. Master of Fine Arts, czyli magistra sztuk pięknych – przyp. tłum.) to nowe MBA6, nikt nie zaprzątał sobie myśli hordami absolwentów uczelni artystycznych, którzy nie będą w stanie znaleźć dla siebie miejsca na rynku pracy.

Nadpodaż talentów – choć używam tego ostatniego słowa z pewną dozą sarkazmu – doprowadziła do powstania nowych możliwości zawodowych. Popularna wówczas teoria wynikająca z mody na działania społeczne wypromowała przekonanie, że twórcza empatia artystów może być lekiem na całe zło tego świata. W rezultacie świat sztuki publicznej na Wyspach Brytyjskich w latach dwutysięcznych koncentrował się na projektach murali społecznościowych i symbolicznych działaniach w uboższych dzielnicach. Jak słusznie zauważa Eleonora Belfiore, kierowanie artystów do pracy społecznej bez odpowiedniego przeszkolenia i bez wyposażenia ich w odpowiednie zasoby stanowiło w najlepszym wypadku bardzo nieodpowiedzialną decyzję7. Gdy wprowadzona w następstwie globalnego kryzysu gospodarczego polityka zaciskania pasa doprowadziła w drugiej dekadzie XXI wieku do wyschnięcia budżetów na projekty artystyczne, nagle sami artyści znaleźli się w sytuacji, w której ich przetrwanie było zależne od empatii innych.

Echa tej sytuacji są widoczne w doświadczeniach Daniela z psychoterapią jako zawodem, który wymaga od terapeuty w zasadzie czynienia cudów pomimo tak nikłych budżetów i dostępnych środków, że często to sam terapeuta potrzebuje pomocy. Co więcej, ze względu na umiejętność krytycznego myślenia, która stanowi tak ważny element studiów, to właśnie na jego barki spada konieczność znalezienia rozwiązań problemów, które mimowolnie wywołuje swoją pracą. Gdy nieuchronnie ponosi klęskę, z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy wraca do zdobywania nowej wiedzy, potwierdzając tym samym swoją wierność zasadom. To właśnie dlatego edukacja dotycząca zawodów związanych ze zdrowiem psychicznym notuje niesłabnący wzrost zainteresowania. Nie powinno też dziwić istnienie wielu kierunków studiów łączących fotografię czy rzeźbiarstwo z praktykami sztuki społecznej, a nawet zagadnieniem sprawiedliwości społecznej. Niestety, na żadnym z tych kierunków nie dowiemy się, w jaki sposób możemy rozwiązać istniejące problemy, zanim kolejna kohorta absolwentów osiągnie wiek emerytalny.

Nie sposób nie skonstatować zatem, że działalność uczelni artystycznych jest zwyczajnym oszustwem. Ich funkcjonowanie opiera się bowiem na szkoleniu kolejnych absolwentów, wysyłaniu ich do walki z rynkiem pracy, a następnie wabieniu ich perspektywami zdobycia nowych kwalifikacji i kompetencji, gdy pierwsze starcie zakończy się nieuchronną porażką, utratą złudzeń i brakiem poczucia stabilności. Zorganizowany w sposób przywodzący na myśl wojsko proces przemysłowego kształcenia kolejnych adeptów sztuk sprawia, że ci ostatni nie są w stanie zakwestionować wartości swojej pracy. Maszyna wypluwa osoby wyzute z poczucia podmiotowości i umiejętności wyobrażenia sobie, że istnieje możliwość funkcjonowania poza systemem, który tak brutalnie je niszczy.

Najważniejsze jest jednak to, że nie istnieje szansa na transformację i wprowadzenie zmian. Uczelnie artystyczne są kluczowym ogniwem łańcucha dostaw kolejnych pracowników upadających instytucji sztuki i zarazem pierwszym etapem procesu instytucjonalizacji pracowników tego sektora. Gdy regularnie pojawiają się kolejne grupy krytykujące taki stan rzeczy, szybko zmieniają punkt widzenia i zaczynają opowiadać się za dalszym rozszerzaniem świata sztuki. Co zabawniejsze, to zachowanie jest wręcz odruchem. Nawet autorzy wydanej w 2020 roku książki Culture is Bad for You – troje czołowych badaczy brytyjskiego sektora kultury8 – twierdzili (zaprzeczając tytułowi własnego opracowania), że rozwiązaniem wszystkich bolączek trapiących tę branżę jest jej dalszy rozwój, pomimo napisania całej książki o smutnych losach pracowników tego sektora.

Jedynym rozwiązaniem proponowanym przez uczelnie artystyczne jest kształcenie coraz większej liczby studentów i absolwentów kierunków związanych ze sztuką. Ich włodarze uważają je za najlepsze remedium na każdy możliwy problem, niezależnie od tego, czy jest nim tendencja do unikania rekrutowania studentów z uboższych środowisk (zwiększanie różnorodności grona studentów idzie brytyjskim uczelniom artystycznym wolniej niż wszystkim innym uczelniom), czy fakt, że posiadanie dyplomu zdobytego na kierunku związanym ze sztuką obniża zarobki absolwenta w skali całego życia9, czy nawet wniosek, że praktyki społeczne nie przynoszą żadnych pozytywnych skutków10. Nie muszę chyba poświęcać miejsca na opis związku między podażą, popytem i jakością sztuki – to doskonale znany paradoks i wszyscy są świadomi kołowej natury tego argumentu11. Mimo to, jego otwarte kwestionowanie jest dla wielu osób równoznaczne z próbą brutalnego ataku.

Brutalny atak

Uczelnie artystyczne są zagrożone. W 2021 roku rządzący w Zjedno­czonym Królestwie przedstawiciele Partii Konserwatywnej zmienili przeznaczenie środków przeznaczonych dotychczas na edukację artystyczną – miały od teraz służyć szkoleniu nowych lekarzy i pielęgniarek12. Uczelnie wyższe dostosowują się do nowej rzeczywistości, a niektóre kierunki artystyczne są zamykane. Być może edukacja artystyczna ponownie stanie się domeną najwyższych klas, podobnie jak do lat 70. XX wieku, a wszystkie starania o zwiększanie różnorodności na uczelniach artystycznych pójdą na marne. Dla tysięcy wykładowców i nauczycieli, którzy już teraz stawiają czoła wyzwaniom rynku pracy, decyzje rządu są z pewnością potwarzą. Nie dziwi zatem fakt, że to właśnie te uczelnie są zagłębiem sprzeciwu wobec rządów torysów, a wraz z dyplomem absolwenci otrzymują także dorozumiane instrukcje głosowania w przyszłych wyborach13. Jest mało prawdopodobne, aby nowy rząd laburzystów odwrócił trend w finansowaniu. Zobowiązał się jednak do zniesienia przepisów mających chronić wolność akademicką naukowców i neutralność polityczną uniwersytetów.

Mamy do czynienia z obiegiem zamkniętym. Rozpoczynający studia młodzi ludzie odkrywają już na starcie, że instytucja chyli się ku upadkowi, a podczas nieoficjalnych spotkań ze swoimi wykładowcami słyszą, że neoliberalna klątwa rzucona na świat sztuki i przegrana wojna z kapitalistycznymi zakusami to w dużej mierze wina samych uczelni. Nie ma to jednak znaczenia, gdy dzięki programowi nauczania przyszli absolwenci dowiadują się, że za całe zło odpowiadają biała supremacja, kolonializm, populizm czy nawet politycy partii rządzącej. Tym sposobem uczelnia przyjmuje w swoje progi przepełnioną nadzieją młodzież, która sama skierowała tam swoje kroki, a następnie zmienia ją w dzielnych żołnierzy, wyznaczając im jednocześnie cel w postaci walki z wiatrakami przedstawionymi jako pasożyty toczące sektor. Nie sposób ukryć, że dla niektórych spośród nich rzeczona walka jest czymś bez wątpienia poważnym, a ponoszone straty są mocno odczuwalne. Wielu absolwentów potraktuje jednak obronę instytucji sztuki przed różnymi zagrożeniami jako hobby.

Mechanizmy, na których opiera się działalność polityczna realizowana przez uczelnie artystyczne, powstawały na przestrzeni kilku dekad. Momentem, w którym wyłoniła się zbiorowa świadomość aktywistów świata sztuki był rok 1970, w którym działająca w Nowym Jorku organizacja Art Workers’ Coalition zażądała od szeregu instytucji, w tym tamtejszego Metropolitan Museum of Art, wyrażenia sprzeciwu wobec amerykańskiej interwencji w Wietnamie14. Wkrótce posiadanie właściwych poglądów politycznych stało się warunkiem wstępnym dołączenia do świata sztuki. Gdy uczelnie artystyczne przestały interesować się estetyką, a znaczenie umiejętności i warsztatu zaczęło maleć15, ich główną funkcją stała się realizacja takich założeń politycznych.

Protest artystów w 1970 roku nie przyniósł żadnych skutków, podobnie jak protesty związane z zaprzysiężeniem Donalda Trumpa w 2017 roku16. Sukces Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w Polsce w 2015 roku wzbudził histeryczny wręcz opór aktywistów świata sztuki17, który można było przyrównać do zdarzeń typowych dla kampusów uczelni artystycznych Zachodu. Podobne zdarzenia miały miejsce w moim kraju. Mimo całego krzyku moich londyńskich kolegów ze świata sztuki, którzy pouczali swoich studentów, że osoby opowiadające się w referendum za Brexitem to „szumowiny”, przegrali również tę kampanię. To tyle, jeśli chodzi o pedagogikę uciśnionych18.

W obliczu tak jawnej porażki, ostatnią deską ratunku dla tych instytucji jest jawne wykluczenie, realizowane przy pomocy rozporządzeń lub ostracyzmu społecznego. Niezależnie od zastosowanej metody przekaz jest jasny – w instytucjach związanych ze sztuką nie ma miejsca na sprzeciw w kwestiach politycznych, a prawo zarówno studentów, jak i wykładowców do uczestnictwa w ich życiu jest w coraz większym stopniu zależne od wyrażania poparcia dla progresywnych postulatów. Już w 2021 roku niemożliwe było na przykład uzyskanie dyplomu BFA bez zadeklarowania antyrasistowskich poglądów19. W 2022 roku uczestnicy zajęć z rysowania z natury zostali zmuszeni do przyznania, że transkobiety są kobietami20. Obecnie jednoznaczne potępienie Izraela stanowi wymóg zaliczenia seminariów dotyczących teorii sztuki. Dziś deklarowanie na seminariach z teorii sztuki poparcia dla Palestyny to rytuał rodem z rewolucji kulturalnej Mao. To przynajmniej przysporzyło kierownictwu uniwersytetu trochę bólu głowy.

Problematycznym aspektem nie jest charakter tych pomysłów – jest nim ich powszechność i popularność, choć postawy te są powszechnie przedstawiane przez komentatorów świata sztuki jako rezultat krytycznego myślenia i wynik zbiorowych debat. Pozostaje sobie zadać pytanie: czy w istocie tak to właśnie wygląda? Oczywiście zdarzają się sytuacje ostracyzmu względem wykładowców w wyniku wyrażania przez nich poglądów uznawanych za błędne, choć w przypadku uczelni artystycznych obserwujemy je rzadziej w porównaniu z innymi obszarami. Można wysnuć w związku z tym wniosek, że instytucje te charakteryzują się wyjątkową wręcz spójnością ideologiczną. Tak wyraźna jedność postaw i idei opiera się na niewyobrażalnym poziomie autocenzury21.

Wszystkie te wewnętrzne spory odwracają uwagę studentów i ich wykładowców od prawdziwych wyzwań dotyczących sektora sztuki, czyli kryzysu estetycznego w sztuce współczesnej oraz tego, że pracownicy branż kreatywnych należą obecnie do znienawidzonej klasy specjalistów i kierowników średniego szczebla22. Biorąc pod uwagę wszystkie te fakty, można dojść do wniosku, że uczelnie artystyczne w najlepszym wypadku wypuszczają na rynek pracy kolejne klony Don Kichota, cierpiące na syndrom oblężonej twierdzy i już od chwili otrzymania dyplomu nastawione contra mundum. Choć otrzymane tytuły naukowe poświadczają wzorowe umiejętności komunikacji i krytycznego myślenia, stosowane praktyki artystyczne i estetyka prac odpychają niewtajemniczonych, a ich przekonania polityczne nie wytrzymują konfrontacji z oponentami, gdy wyjdą z grona podobnych sobie osób.

Ubolewanie

Nie sposób opisać tej sytuacji inaczej niż mianem godnej ubolewania – nie tak dawno temu to właśnie uczelnie artystyczne były ostatnim niezdobytym bastionem wolnej myśli. W 2015 roku Chris Kraus uznał niezmienną popularność uczelni artystycznych wśród młodzieży za objaw politycznego i ideologicznego zawłaszczania innych zawodów23. Młodzi ludzie stawiali na kierunki związane ze sztuką, wybierając je zamiast architektury czy prawa, ponieważ nawet te zawody, niegdyś będące źródłem ogromnej satysfakcji, stały się nieznośnie powtarzalne i nudne. Nie trzeba fantastycznej kreatywności, by wyobrazić sobie skutecznego psychoterapeutę, który przez całą karierę wykonuje swoją pracę bezdusznie i bez żadnych innowacji, a także bez żadnego sprzeciwu wobec zastanej rzeczywistości. Taka sytuacja jest jednak antytezą świata sztuki.

Ponownie można zadać tu pytanie o to, czy sztuka kiedykolwiek dawała taki poziom wolności. Powstała w latach 70. XX wieku seria prac argentyńskiego artysty Horacio Zabali zatytułowana Sztuka to więzienie, przedstawiająca muzea, galerie i pracownie artystów przypominające cele, może nasuwać inne wnioski. Poza tym jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie przekonywał młodych ludzi do stawania się artystami na masową wręcz skalę. Pogoń za światem sztuki była z jednej strony symbolem przywileju przysługującego najlepiej sytuowanym przedstawicielom społeczeństwa, z drugiej zaś kojarzyła się z poświęceniem i owianym legendą życiem głodującego artysty. Wszyscy znali panujące wówczas zasady.

Dziś sztuka nie różni się niczym od przemysłu. Władze państwowe i uczelniane przygotowują tysiące spragnionych wolności młodych umysłów do podjęcia pracy w niejednokrotnie urągających godności warunkach, wtłaczając im do głów określone poglądy polityczne i każąc im czytać rzeczy, które wiele innych osób doprowadziłyby do szału. Pozostaje zadać pytanie, czy w takim systemie jest jeszcze miejsce na jakąkolwiek swobodę. Z pewnością brakuje jej dla procesu tworzenia sztuki.

Daniel powiedział mi, że obserwuje działalność kanadyjskiego psychologa klinicznego Jordana B. Petersona, demonizowanego przez liberałów jako ikona skrajnej prawicy. Daniela zainteresowały jednak wnioski Petersona dotyczące krytyki kulturowej, a także jego działalność na polu neuropsychologii. Jak dotąd mój przyjaciel nie odczuwał potrzeby ukrywania swojego zainteresowania przed kolegami ze szkoły terapeutycznej. Można sobie tylko wyobrazić, z jakim ostracyzmem spotkałby się, gdyby dokonał podobnego wyznania na studiach doktoranckich w dziedzinie sztuki.

1A. Fraser, From the Critique of Institutions to an Institution of Critique, „Artforum International” 2005, nr 44, s. 278–283.

2R. Gaztambide‑Fernández, Decolonial Options and Artistic/aestheSic Entanglements. An Interview with Walter Mignolo, „Decolonization: Indigeneity, Education & Society” 3: 2014, nr 1, s. 196–212.

3M. Horkheimer, Th.W. Adorno, Przemysł kulturalny. Oświecenie jako masowe oszustwo, w: Dialektyka oświecenia. Fragmenty filozoficzne, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010.

4D. Hesmondhalgh i in., Culture, Economy and Politics. The Case of New Labour, Basingstoke 2015.

5N. Garnham, From Cultural to Creative Industries. An Analysis of the Implications of the “Creative Industries” Approach to Arts and Media Policy Making in the United Kingdom, „International Journal of Cultural Policy” 11: 2005, nr 1, s. 15–29, https://doi.org/10.1080/10286630500067606.

6K. Bell, The MFA Is the New MBA, „Harvard Business Review Online” (blog), 14.04.2008, https://hbr.org/2008/04/the‑mfa‑is‑the‑new‑mba.

7E. Belfiore, Who Cares? At What Price? The Hidden Costs of Socially Engaged Arts Labour and the Moral Failure of Cultural Policy, „European Journal of Cultural Studies” 2021, https://doi.org/10.1177/1367549420982863.

8O. Brook, D. O’Brien, M. Taylor, Culture Is Bad for You. Inequality in the Cultural and Creative Industries, Manchester 2020.

9J. Britton i in., Earnings Returns to Postgraduate Degrees in the UK, Institute for Fiscal Studies, 16.09.2020, https://ifs.org.uk/publications/earnings‑returns‑postgraduate‑degrees‑uk.

10E. Belfiore, Art as a Means of Alleviating Social Exclusion. Does It Really Work? A Critique of Instrumental Cultural Policies and Social Impact Studies in the UK, „International Journal of Cultural Policy” 8, nr 1 (2002), s. 91–106, https://doi.org/10.1080/102866302900324658.

11Patrz np. K. Hjelde, Paradox and Potential. Fine Art Employability and Enterprise Perspectives, „Art, Design and Communication in Higher Education” 14: 2015, nr 2, s. 175–188, https://doi.org/10.1386/adch.14.2.175_1.

12G. Williamson, Department for Education, Guidance to the Office for Students – Allocation of the Higher Education Teaching Grant Funding in the 2021–22 Financial Year (Office for Students, 19.01.2021).

13Nie ma badań na temat stronniczości politycznej szkoły artystycznej. Zobacz jednak publikacje typu R. Adekoya, E. Kaufmann, Th. Simpson, Academic Freedom in the UK, London2020, https://policyexchange.org.uk/publication/academic‑freedom‑in‑the‑uk‑2/.

14 S.J. Redman, The Museum. A Short History of Crisis and Resilience, New York 2022.

15J. Roberts, The Intangibilities of Form. Skill and Deskilling in Art after the Readymade, London – New York 2007.

16J20 Art Strike, http://www.j20artstrike.org/[dostęp: 27.02.2024].

17P. d’Alancaisez, How to Lose a Culture War, „The Critic”, 5.03.2023, https://thecritic.co.uk/how‑to‑lose‑a‑culture‑war/.

18P. Freire, Pedagogy of the Oppressed, Tenth printing, A Continuum Book, New York 1974.

19Zob. np. UAL, Our 10‑Point Anti‑Racism Action Plan, UAL, 3 February 2021, https://www.arts.ac.uk/about‑ual/press‑office/stories/uals‑10‑point‑anti‑racism‑action‑plan.

20Trans‑Inclusive Culture: Guidance on Advancing Trans Inclusion for Museums, Galleries, Archives and Heritage Organisations | Research Centre for Museums and Galleries (RCMG), University of Leicester, https://le.ac.uk/rcmg/research‑archive/trans‑inclusive‑culture [dostęp: 29.09.2024].

21J. Farrington, Tackling Self‑Censorship in the Arts Community, Index on Censorship, 16 May 2016, https://www.indexoncensorship.org/2016/05/julia‑farrington‑challenges‑to‑artistic‑freedom/; R. Comeford, Culture of Self‑Censorship in the Arts Revealed by Survey, The Stage, https://www.thestage.co.uk/news/culture‑of‑self‑censorship‑in‑the‑arts‑revealed‑by‑survey [dostęp: 29.09.2024].

22P. d’Alancaisez, The Discreet Charm of the Artistic Elite, Petitpoi.Net (blog), 25.03.2022, https://petitpoi.net/the‑discreet‑charm‑of‑the‑artistic‑elite/.

23Ch. Kraus, Ambiguous Virtues of Art School, „Artspace”, 2.03.2015, https://web.archive.org/web/20150513042410/http://www.artspace.com/magazine/news_events/chris‑kraus‑akademie‑x.

 Bibliografia

  • Adekoya R., Kaufmann E., Simpson Th., Academic Freedom in the UK, London 2020, https://policyexchange.org.uk/publication/academic‑freedom‑in‑the‑uk‑2/.
  • d’Alancaisez P., How to Lose a Culture War, „The Critic”, 5 March 2023, https://thecritic.co.uk/how‑to‑lose‑a‑culture‑war/.
  • d’Alancaisez P., The Discreet Charm of the Artistic Elite, Petitpoi.Net (blog), 25 March 2022, https://petitpoi.net/the‑discreet‑charm‑of‑the‑artistic‑elite/.
  • Belfiore E., Art as a Means of Alleviating Social Exclusion: Does It Really Work? A Critique of Instrumental Cultural Policies and Social Impact Studies in the UK, „International Journal of Cultural Policy” 8: 2002, nr 1, s. 91–106.
  • Belfiore E., Who Cares? At What Price? The Hidden Costs of Socially Engaged Arts Labour and the Moral Failure of Cultural Policy, „European Journal of Cultural Studies” 2021, https://doi.org/10.1177/1367549420982863.
  • Bell K., The MFA Is the New MBA, Harvard Business Review Online (blog), 14 April 2008, https://hbr.org/2008/04/the‑mfa‑is‑the‑new‑mba.
  • Britton J. i in., Earnings Returns to Postgraduate Degrees in the UK (Institute for Fiscal Studies, 16 September 2020), https://ifs.org.uk/publications/earnings‑returns‑postgraduate‑degrees‑uk.
  • Brook O., O’Brien D., Taylor M., Culture Is Bad for You. Inequality in the Cultural and Creative Industries, Manchester 2020.
  • Comeford R., Culture of Self‑Censorship in the Arts Revealed by Survey, The Stage,, https://www.thestage.co.uk/news/culture‑of‑self‑censorship‑in‑the‑arts‑revealed‑by‑survey [dostęp: 29.09.2024].
  • Farrington J., Tackling Self‑Censorship in the Arts Community, Index on Censorship, 16 May 2016, https://www.indexoncensorship.org/2016/05/julia‑farrington‑challenges‑to‑artistic‑freedom/.
  • Fraser A., From the Critique of Institutions to an Institution of Critique, „Artforum International” 2005, s. 278–283.
  • Freire P., Pedagogy of the Oppressed, Tenth printing, A Continuum Book, New York 1974.
  • Garnham N., From Cultural to Creative Industries: An Analysis of the Implications of the “Creative Industries” Approach to Arts and Media Policy Making in the United Kingdom, „International Journal of Cultural Policy” 11: 2005, nr 1, s. 15–29, https://doi.org/10.1080/10286630500067606.
  • Gaztambide‑Fernández R., Decolonial Options and Artistic/aestheSic Entanglements. An Interview with Walter Mignolo, „Decolonization: Indigeneity, Education & Society” 3: 2014, nr 1, s. 196–212.
  • Hesmondhalgh D. i in., Culture, Economy and Politics. The Case of New Labour, Basingstoke 2015.
  • Hjelde K., Paradox and Potential. Fine Art Employability and Enterprise Perspectives, „Art, Design and Communication in Higher Education” 14: 2015, nr 2, s. 175–188, https://doi.org/10.1386/adch.14.2.175_1.
  • Horkheimer M., Adorno Theodor W., Przemysł kulturalny. Oświecenie jako masowe oszustwo, w: Dialektyka oświecenia. Fragmenty filozoficzne, przeł. M. Łukasiewicz, Warszawa 2010.
  • J20 Art Strike, http://www.j20artstrike.org/[dostęp: 27.02.2024].
  • Kraus Ch., Ambiguous Virtues of Art School, „Artspace”, 2 March 2015, https://www.artspace.com/magazine/news_events/book_report/chris‑kraus‑akademie‑x‑52660.
  • Redman S.J., The Museum. A Short History of Crisis and Resilience, New York 2022.
  • Roberts J., The Intangibilities of Form. Skill and Deskilling in Art after the Readymade London – New York 2007.
  • Trans‑Inclusive Culture. Guidance on Advancing Trans Inclusion for Museums, Galleries, Archives and Heritage Organisations | Research Centre for Museums and Galleries (RCMG), University of Leicester, https://le.ac.uk/rcmg/research‑archive/trans‑inclusive‑culture [dostęp: 29.09.2024].
  • UAL, Our 10‑Point Anti‑Racism Action Plan, UAL, 3 February 2021, https://www.arts.ac.uk/about‑ual/press‑office/stories/uals‑10‑point‑anti‑racism‑action‑plan.
  • Williamson G. i Department for Education, Guidance to the Office for Students Allocation of the Higher Education Teaching Grant Funding in the 2021–22 Financial Year (Office for Students, 19.01.2021).

Pierre d’Alancaisez

Pierre d’Alancaisez jest krytykiem sztuki, kuratorem i badaczem zajmującym się wieloraką polityką sztuki. W 2024 roku współtworzył Verdurin, przestrzeń do eksperymentów w zakresie estetyki, nauki i trudnych rozmów, które napędzają dzisiejszą kulturę. Wcześniej kierował Waterside Contemporary, galerią, która testowała kwestie społeczne i polityczne na rynku sztuki. Przed rozpoczęciem praktyki artystycznej kształcił się w zakresie nauk ścisłych, pracował również nad strategiami wymiany kulturalnej i zaangażowania w szkolnictwie wyższym i sektorze charytatywnym, a także zajmował stanowiska kierownicze w wydawnictwach i usługach finansowych